Skoro zima w tym roku postanowiła nam towarzyszyć najwyraźniej aż do maja, a w sklepach wznowiono sprzedaż okazjonalnych piw korzennych (przypuszczalnie ową okazją była zima i poprzednie święta), ja też nie będę się wychylać. Planując, co można by zjeść albo chociaż upiec z okazji Wielkanocy natrafiłam w książce "Tarty na słodko i na słono" na całkiem niezły pomysł, jak połączyć zimową aurę ze świąteczną atmosferą. Zazwyczaj nowe słodkie przepisy muszę jak najprędzej wypróbować, a ten uważam za godny polecenia.
Spód do tarty to kruche ciasto z dodatkiem zmielonych orzechów włoskich. Trzeba do niego przygotować 200g mąki. 150g masła, 50g zmielonego brązowego cukru, 100g zmielonych orzechów i jedno jajko oraz szczyptę soli. Ciasto należy chłodzić około 1-2 godzin, więc warto przygotować je dużo wcześniej albo nawet poprzedniego dnia, jeśli się jest takim niecierpliwym łasuchem, jak ja. Pieczenie spodu trwa około 15 minut.
Nadzienie to same przysmaki. Płatki migdałów, którymi należy obsypać upieczone ciasto, 6-8 gruszek, które wykładamy na migdały i krem czekoladowy. Do jego przygotowania potrzeba: 150g gorzkiej czekolady, 3 jajek, 2 łyżek mąki i śmietany kremówki, 50g masła oraz 2 łyżek likieru albo nalewki np. kukułkówki. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej, łączymy z masłem, mąką, śmietanką i stopniowo dodajemy roztrzepane wcześniej jajka. Po zestawieniu z ognia dodajemy likier. Ponownie wstawiamy do piekarnika na 10-15 minut.
Najgorsze jest oczywiście oczekiwanie, aż tarta ostygnie, ale w tym czasie możemy na 2 łyżkach brązowego cukru skarmelizować trochę migdałów do posypania na górze :)
Smacznego życzy M.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruszki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 marca 2013
środa, 16 listopada 2011
Barwy, które kolorowy niesie wiatr
Rousseau chadzał w ormiańskim chałacie i futrzanej czapce, ponieważ myślał, że tak właśnie ubiera się człowiek natury - takie oto cenne informacje zawarte były w książce do filozofii, z której uczyłyśmy się w liceum. My też chcemy być blisko natury (szczególnie jesienią - nie wiedzieć czemu), ale mamy na to inne sposoby. Np. raz na cztery lata udajemy się w góry, co roku jeździmy na grzyby (których niestety z reguły nie znajdujemy), przeglądamy atlas zwierząt i oglądamy Pocahontas. Zdarza nam się także zjeść gruszkę (np. w muffinach).
Muffiny z gruszkami i Toblerone:
dwie pokrojone w kostkę gruszki duże,
garść posiekanych migdałów,
szczypta cynamonu,
połowa posiekanego Toblerone,
1,5 szkl. mąki,
1/4 szkl. cukru,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
pół szklanki mleka,
1 jajko,
1/4 kostki roztopionego masła.
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Masło roztapiamy i zostawiamy do ostygnięcia. Mieszamy ze sobą suche składniki: mąkę, proszek, migdały, cynamon, cukier, Toblerone, gruszki. Osobno łączymy mokre składniki i dodajemy je do suchych mieszając niechlujnie widelcem, żeby zostały grudy. Przekładamy ciasto do foremek i pieczemy około 20/25 minut.
Smacznego życzą J. i A.!
poniedziałek, 25 lipca 2011
gruszki na wierzbie
Dzisiejsze spotkanie z J., której Mama jest Mistrzynią gruszek w winie zaowocowało przypomnieniem sobie o zalegających na dysku zdjęciach i chęcią podzielenia się przepisem na to arcydzieło.
Gruszki podbiły podniebienie moje i K. i nawet naszego kolegi J. zwanego przez nielicznych Piętaszkiem.
6 gruszek obrałam i zalałam butelką wina Sophia Melnik dodając goździki, cynamon i cukier waniliowy.
Po około 50 minutach wyjęłam gruszki, a wino pozostawiłam do bulgotania i odparowania.
Do tego K. ubił śmietanę.
Mam nadzieję, że nasze wykonanie nie zawiedzie Autorek oryginału :)
Dobrej nocy
M.iK.
Subskrybuj:
Posty (Atom)