Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 września 2011

późno już i wieje.


Otóż czuć już jesień. Należy zaopatrzyć się w ciepłe buty i długie rękawiczki, a także ciekawą książkę na coraz dłuższe wieczory. Ja już w zasadzie pragnę tej jesieni, bo września nie znoszę i najchętniej przeskoczyłabym z sierpnia do października, skoro nie da się do maja.
Na nadchodzące zaś (po tym strasznym wrześniowym czasie burzy i naporu) wieczory idealnym rozwiązaniem będzie kubek mleka, ulubiona książka i pancakes ze śliwkami. Obiecałam dawno temu, że zaprezentuję moją wersję, więc oto i ona.


 Ciasto na pancakes:

  • szklanka mąki
  • 3/4 szklanki mleka
  • 50 g rozpuszczonego masła
  • cukier waniliowy
  • szczypta soli
  • szczypta proszku do pieczenia


 Placki smażę na małej patelni, bez tłuszczu. Na drugiej (i dużej ;-)) patelni natomiast rozgrzewam łyżkę miodu, na to wysypuję pokrojone w kostkę śliwki i dodaję centymetr startego imbiru.

Et voilà! Smacznego. I do usłyszenia, gdy świat znów nabierze kolorów.





środa, 31 sierpnia 2011

Summertime


M. uczy się na egzamin, J. wyjechała na zasłużone wakacje, więc znowu piszę sama. I znowu drżę w strachu przed nadchodzącą jesienią. Tym razem okopałam się w szańcu zwanym moją kuchnią, smażę konfitury i ochoczo wierzę Janis Joplin, gdy śpiewa: „Honey, nothing' s going to harm ya...”. Robienie przetworów i zapasów na jesień wzbudza bowiem we mnie szczęście, i daje poczucie bezpieczeństwa. W materii dżemów jestem jednak totalną amatorką. Dzień wcześniej próbowałam zrobić pomarańczowy, ale wyszło mi coś wyjątkowo mało smacznego, bo okazało się, że niewystarczająco postarałam się przy usuwaniu albedo... (co, nawiasem mówiąc, bardzo mnie umęczyło). Dzisiaj więc tylko dobre nastawienie, trochę mniej dobra pogoda, Janis Joplin i przepis na konfiturę z marchewki!

Przepis na 2 nieduże słoiczki:

ok. 500 g marchwi

250 g cukru

2 cytryny

ok. 2 cm korzenia imbiru

odrobina skórki pomarańczowej, niekandyzowanej

odrobina posiekanych migdałów

Marchewkę myję, obieram i trę na tarce o małych oczkach. Z cytryn ścieram skórkę cesterem (nie wiem, czy jest takie słowo, ale ja tak nazywam przyrząd do obierania paseczków ze skórek cytrusów) i kroję te paseczki skórki na mniejsze. Imbir oskrobuję ze skórki za pomocą łyżeczki i kroję na malutkie kawałeczki. Migdały prażę chwilę na patelni bez tłuszczu. Marchewkę, skórki i sok z cytryn, imbir i skórkę pomarańczową mieszam w garnku z cukrem i wstawiam na gaz. Najpierw dość duży, a kiedy ta cała pulpa zacznie wrzeć, zmniejszam gaz i na takim małym gotuję jeszcze dość długo, co jakiś czas mieszając. Wiadomo – konfitura jest gotowa, kiedy osiągnie odpowiednią gęstość i miękkość. Na koniec dorzucam do niej prażone migdały i przekładam ją do słoiczków. Słoiczki zaś stawiam na ściereczce do góry dnem, żeby się „zassały”:) I już można spokojnie czekać na jesień!
Smacznego życzy A.! (i zabiera się od razu do jedzenia tego, co się w słoiczkach nie zmieściło:))

PS. Właściwie to przetwory z marchwi i pomarańczy wcale nie są odpowiednie na tę porę roku. Nie są to owce (i warzywa) sezonowe, być może większy sens miałoby zamknięcie w słoiczku śliwek, czy malin, ale tym już zajęła się moja mama, więc mi pozostały jedynie przetwory eksperymentalne...