Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lutego 2015

przecież do końca życia mamy na to czas!


Niedawno zmieniłam kratkę.Gdybym miała dać anons matrymonialny, to w polu wiek musiałabym już oznaczyć 26-35 lat. Wczoraj znajomy zapytał, gdy rozmawialiśmy o kolejnych etapach mojej edukacji: "to kiedy w końcu będziesz mogła zacząć po prostu robić to, co kochasz?".

Co kocham? Zawodowo? Co kocham?! W życiu? Cały dzień spędziłam dziś na rozmyślaniach, co w zasadzie ja M., ja sama, nie M. dziewczyna K., nie M. aplikantka, nie M. przyjaciółka J., A. czy kilku jeszcze innych osób tak naprawdę lubię, co sprawia mi przyjemność i daje pozytywną energię.

Lubię ładne piosenki, mój rower, taniec, ruch, francuskie wszystko, małe kina, piękne rzeczy, porządek, plany, wyjazdy i powroty, piwo, moich znajomych i moją rodzinę... ostatnio nawet lubię być zmęczona, bo wiem, że się rozwijam i że nie będę tracić czasu na głupoty, gdy mam go coraz mniej.

Nie wiem co będę kochała robić zawodowo, ale w końcu to pewnie rozgryzę. Póki co z całą pewnością mogę powiedzieć, że kocham jedzenie, więc z okazji moich urodzin gotowałam i jadłam pyszne rzeczy przez trzy tygodnie bez przerwy. Między innymi ciasto z buraka z przepisu Marty.
Jest przepyszne i smakuje ziemią :)
Polecam serdecznie zwłaszcza do osładzania sobie życiowych przemyśleń.
M.




poniedziałek, 3 lutego 2014

And I'll cry if I want to!


Ostatnio odczuwam silny wewnętrzny niepokój, związany z nadchodzącymi 25 urodzinami. Do tej pory nie przywiązywałam szczególnej wagi do mojego wieku, ale nadszedł czas życiowych zmian i ilość wiosen, które już przeżyłam napawa mnie niepokojem. Jako że nie udało mi się jeszcze rozgryźć życia, ani chociaż zdecydować czego od niego chcę postanowiłam cieszyć się faktem, że z reguły wiem przynajmniej, czego nie chcę. Jednocześnie coraz chętniej i z mniejszymi wyrzutami realizuję swoje zachcianki.
Tak właśnie było z kopcem kreta, który chodził za mną cały poprzedni tydzień. Nie chcąc jednak robić "ciasta z proszku" postanowiłam obejść się smakiem, aż do momentu gdy maniakalnie przeglądając przepisy z Moich Wypieków znalazłam ten przepis.
Zmieniłam go nieznacznie - użyłam 300 gram kruchych ciasteczek kakaowych i resztę oreo. Na spód użyłam tylko kakaowych, więc do masy dodałam dwa Monte.
Polecam i życzę smacznego!
M.



niedziela, 18 sierpnia 2013

Subterranean Homesick Blues

 Cóż, nie ma na co narzekać. Pogoda jest taka, że na prawdę w tym roku nie przeszkadza mi ta część wakacji, podczas której jestem przekonana o tym, że nigdzie w tym roku nie wyjadę i że już zawsze jedynym wakacyjnym doświadczeniem będzie dla mnie nauka na poprawki. Cały miesiąc wakacji, który właśnie minął spędzam radośnie z kotami, Bobem Dylanem i książkami na tarasie i mam wrażenie, że są to właśnie wakacje, a nie jakaś marna podróba z deszczem jako tematem przewodnim. O ile gośćmi specjalnymi zeszłorocznych wakacji były zawsze żal i żenada, to w tym roku jest idyllicznie, może dlatego, że te wakacje tak bardzo się nam (zapracowanym na śmierć magistrantom/magistrom) należały. Nawet na OFF Festivalu nie było ulewy i burzy, co zaburzyło wieloletnią tradycję przemoczonych trampek, przeciekających sztormiaków i koncertów pod parasolem. Mam wrażenie, że żyję w Kalifornii i proszę mnie z tego błędu nie wyprowadzać! 

Sierpniowy placek morelowy:
150 g masła
100 g cukru
gałązka tymianku
150 g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka
4 łyżki mleka
ok. 15 morelek
4 łyżki brązowego cukru

Miękkie masło rozrobić z cukrem. Nie musi być bite na biało. Dodać mąkę z proszkiem, mleko i jajka, wszystko wymieszać i dodać posiekany tymianek. Przełożyć do formy, układać na wierzchu połówki morelek delikatnie wciskając je w ciasto. Posypać morelki brązowym cukrem, włożyć do piekarnika nagrzanego don 180 stopni. Piec przez 25 minut, a potem jeszcze 5-8 minut z termoobiegiem.
Smacznego życzy A.!

czwartek, 13 czerwca 2013

Vacanze romane

 Tak, tak. Wakacje. Czuję je w powietrzu, kiedy siedzę rano przy otwartym oknie. Pachną kawą i praniem wywieszonym za oknem. Pachną świeżo upieczonym chlebem i odurzającą wonią kwiatów. Pachną rozpalonymi słońcem ulicami, spływającymi po dłoniach, topiącymi się lodami i orzeźwiającym arbuzem. Pachną też niestety tuszem drukarskim, co przywołuje mnie choć na chwilę do porządku. Ale nawet nauka w takim miejscu, jak Rzym, może być przyjemna. Jest tak gorąco, że właściwie można by wręcz narzekać, ale po długiej zimie ani mi się śni! Uwielbiam letnie poranki, popołudnia i wieczory, uwielbiam (tego Mamo nie czytaj!) jeść na obiad zamiast makaronu czereśnie i uwielbiam pławić się w plamach słońca w parku, wdychać rozgrzane powietrze i spać niewiele, bo szkoda dnia. Tymczasem jednak, zamieszczam dosyć mocno nieaktualny, ze względu na porę roku, przepis na ciasto z migdałami w karmelu, które bądź co bądź uwielbiam niemalże tak samo jak lato! 
TOSCAKAKA
przepis zaczerpnięty z Moje Wypieki
Na ciasto:150 g mąki 
3 jajka
75 g roztopionego masła
75 ml maślanki
120 g cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia

szczypta soli
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii lub cukier z prawdziwą wanilią

150 g pokrojonych w ćwiartki i obranych jabłek lub innych owoców (opcjonalnie)
Pralina:
125 g masła
1
50 ml mleka
25 g brązowego cukru
150 g płatków migdałowychpół łyżeczki soli
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii lub cukru z prawdziwą wanilią 

Jajka w całości (rzecz jasna bez skorupek) utrzeć z cukrem mikserem na jasną i puszystą masę. Mąkę przesianą z proszkiem i solą dodawać do masy na zmianę z roztopionym masłem i maślanką. Wymieszać szpatułką. Ciasto przełożyć do formy 23 cm (może być trochę mniejsza) wyłożonej papierem do pieczenia i wysmarowanej masłem. Pokrojone jabłka bądź inne owoce wyłożyć na wierzch ciasta. Piec w temperaturze 160 stopni przez ok. 30 minut. Po około 15 minutach pieczenia należy rozpocząć przygotowania praliny. Masło rozpuścić z cukrem, solą i ekstraktem z wanilii i mlekiem, zagotować, dodać migdały i gotować przez ok. 4 minuty. Po upieczeniu ciasta wyłożyć pralinę na wierzch, temperaturę podkręcić na 210 i zostawić w piekarniku na kolejne 5 do 10 minut, pilnując, aby pralina się nie spaliła. Powinna być chrupiąca, ale ciągnąca i lepka też jest pyszna!
 Smacznego życzy J.!

piątek, 2 listopada 2012

Wieczory...

 Czy Wam też jest tak niezmiernie ciężko przyzwyczaić się do tego, że egipskie ciemności nastają już w okolicach godziny 17? Muszę przyznać, że jestem niezmiernie tym faktem zaskoczona (przecież dopiero skończyły się wakacje!), poza tym znowu nikt mi nie powiedział, że zmieniamy czas (zawsze o tym zapominam) i nie zdążyłam się przygotować na ten trudny moment. Wciąż trwając w ciężkim szoku, staram się złagodzić traumę oswajaniem nowej rzeczywistości. Skoro tak szybko robi się ciemno to znaczy, że wieczory trwają dłużej, a to z kolei, że dłużej też trwa: pieczenie ciast, bułek, spożywanie kolacji, rozmawianie przy czerwonym stole i kubku herbaty (opcjonalnie - gdy nadejdzie zima - gorąca czekolada też się znajdzie), oglądanie filmów przygodowych, wygrzewanie się pod kocem z książką w dłoni, kompulsywne wyglądanie przez okno (czy świeci księżyc? czy to nowy samochód sąsiadów? ile jest stopni? czemu jest tak ciemno, że nic nie widać?), snucie planów: co zjemy na obiad, co na kolację i oczywiście - na deser, a także długotrwałe zastanawianie się, co znajdować się może w szafkach i lodówce nadającego się do natychmiastowego spożycia (jesień i zima to naprawdę ciężkie pory roku!). Sezon więc uważam za otwarty, a jak wiadomo - takie chwile należy celebrować. Podaję więc przepis na apple pie, który wspaniale komponuje się z jesienną aurą i wczesnymi wieczorami.
Apple pie
ciasto:
150 g masła,
 260 g mąki,
1 jajko,
4 łyżki cukru,
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią,
farsz:
600-800 g jabłek,
3 łyżki cukru (zależy od słodkości jabłek),
2 łyżki soku z cytryny,
1 łyżka masła,
płaska łyżeczka cynamonu,
szczypta imbiru,
szczypta kardamonu.
Przygotować kruche ciasto: masło rozetrzeć z mąką, dodać cukier i jajko, szybko wyrobić i schować do lodówki na godzinę (lub do zamrażalki na 30 min). W tym czasie obrać jabłka, pokroić je w kostkę i na rozgrzanym maśle smażyć przez 2 minuty. Dodać cukier, sok z cytryny i przyprawy. Zostawić na małym ogniu na ok. 7 minut (może być krócej lub dłużej - w zależności jaką konsystencję jabłek się preferuje). Nastawić piekarnik na 180 stopni. Rozwałkować ok. 60 procent ciasta i wyłożyć nim formę na tartę, nakłuć widelcem, wyłożyć papierem do pieczenia i wysypać suchą fasolkę. Piec 15 minut, ściągnąć papier z fasolką i dopiekać jeszcze 5. Wyciągnąć spód i lekko ostudzić, wyłożyć farsz. Resztę ciasta rozwałkować i pociąć na paski, Ułożyć w kratkę na wierzchu ciasta i wstawić do piekarnika na ok. 30 minut, aż ciasto z wierzchu się zarumieni.
Smacznego życzy J.!

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Dolce far niente

  Wciąż trwają moje niekończące się wakacje. Próbowałam jakoś temu zapobiec, zgłaszając swoją chęć odbycia praktyk w pewnej organizacji, jednak ze względu na swój młody wiek (!?), nie zostałam przyjęta. Kierowniczka zakładu powiedziała za to "ale ma Pani przecież wakacje, one są po to, żeby odpoczywać!". Tylko - ile można!? Wydaje mi się, że należę do osób, które odpoczywać za bardzo nie potrafią, bo co to znaczy? Że leży się nad jeziorem lub na plaży i opala całymi dniami, czy może nadrabia się zaległe nieprzespane noce i śpi się po 12 godzin? Mi zdecydowanie ukojenie przynosi wysiłek, bo kiedy odpoczywam biernie uchodzi ze mnie życie. Dlatego też wolę zdecydowanie COŚ robić. Skoro nie mogę odbywać praktyk, to chociaż biegam wieczorami nad rzeką, gdzie spotykam urocze sarny, czytam książki, uczę się włoskiego i przede wszystkim - gotuję i piekę ciasta. Poniższy przepis jest inspirowany spostrzeżonym niegdyś na którymś z blogów ciastem i smakiem przepysznego gelato, rzecz jasna spożywanego w słonecznej i cudownej Italii (sama sobie zazdroszczę spędzonego tam czasu). Do dziś na myśl o połączeniu jogurtu, karmelu i pistacji budzi się we mnie niezmierny apetyt. Musiałam więc upiec pistacjowe ciasto z owocami, sowicie pokrywając je polewą o wspomnianej powyżej kombinacji smakowej.
Pistacjowe ciasto z owocami 
1,5 szkl. mąki,
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej,
0,5 łyżeczki soli,
0,5 szkl. mleka,
2 jajka,
1,25 szkl. cukru,
6 łyżek miękkiego masła,
4 łyżki zmielonych pistacji,
1 szklanka owoców (ja dodałam maliny i borówki).
Pierwsze cztery suche składniki połączyć w misce, wymieszać. W osobnym naczyniu zmiksować masło z cukrem na puszystą masę, dodać jajka i na koniec połączyć z mlekiem. Powoli miksując, dodawać po łyżce suchych składników. Kiedy wszystko się połączy, dodać pistacje. Wszystko wylać do okrągłej blaszki o średnicy 23 cm, najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia i posmarowanej masłem. Na wierzchu ułożyć owoce. Piec około 50 minut (mniej więcej - trzeba sprawdzać patyczkiem) w temperaturze 180 stopni, aż ciasto się zarumieni i będzie odchodzić od boków. 
Upieczone ciasto wyłożyć na kratkę, a kiedy ostygnie, polać taką oto masą:
Masa jogurtowa z karmelem i pistacjami
1 mały jogurt naturalny,
2 łyżeczki cukru pudru,
karmel (cukier+trochę wody, podgotowane na ogniu, aż nabierze karmelowego koloru)
zmiażdżone pistacje (garść).
Do jogurtu dodać cukier puder, dobrze wymieszać. Polać ciasto jogurtem, na to małym strumieniem wylać karmel - najlepiej zrobić taki niezbyt gęsty. Wszystko posypać pistacjami i jeść do woli.
Polecam ciasto polewać masą zaraz przed podaniem, no chyba, że ciasto zostanie zjedzone od razu, wtedy można sobie pozwolić na takie szaleństwo! 
Ciasto zniknęło przy akompaniamencie och-ów i ach-ów (nie ukrywam, że głównie moich) i teraz, kiedy patrząc na zdjęcia, przypominam sobie jego smak...chyba nie zasnę! 
 Smacznego życzy J.!

czwartek, 16 sierpnia 2012

Sernik bez sera


Poszukiwania zaginionych wakacji ciąg dalszy. M. i K. chyba w tej chwili są w Kopenhadze, moja mama właśnie dzisiaj wylądowała w Grecji, zaś J. (wyjątkowo okrutnie:)) wciąż wspomina swoje tegoroczne włoskie wojaże. Ja zaś nadal siedzę w domu, z czego można łatwo wysnuć wniosek, że nigdzie nie wyjechałam. Jednak taki wniosek może być zbyt pochopny! Otóż dzisiaj - z racji wolnego dnia - udałyśmy się z J. na tzw. "wycieczkę za miasto". 
Tak wygląda "zamiasto":


Była to podróż cokolwiek absurdalna. Wsiadłyśmy bowiem do pociągu, którym zazwyczaj dojeżdżamy do Wrocławia, ale tym razem czas naszego przejazdu wyniósł niecałe 8 minut. Wysiadłyśmy więc na pierwszym przystanku. Na wsi! Można w takim razie powiedzieć, że odbyłyśmy prawdziwą wycieczkę. W poczet atrakcji weszło oglądanie ogródków we wsi, spacer nad jeziorem, opalanie się, spożycie suchego prowiantu i lemoniady lawendowej, gra w fałszywe frisbee, zwane przez niektórych "bingo" oraz wspomnienia z czasów podstawówki.


W związku z podstawówką przypomniało mi się, że w owych czasach, przynajmniej w mojej szkole, panowała moda mówienia "bez sera" zamiast "bez sensu". Nie wiem skąd to się wzięło, ani czemu służyło, ale niechybnie można to odnieść do mojego dzisiejszego ciasta.


 Z okazji wolnego dnia obiecałam tacie, że upiekę mu sernik, a że - jak wiadomo - nie przepadam za sernikami, postanowiłam zainspirować się naszą dzisiejszą wycieczką, a właściwie opowieściami podstawówkowymi i upiec sernik bez sera. A właściwie ciasto jogurtowe.


Przepis na sernik bez sera:
200 g  ciasteczek owsianych
2 łyżki masła
2 duże kubki jogurtu greckiego (ja kupiłam firmy Bakoma)
3 jajka
1 szkl. cukru
1,5 łyżki mąki ziemniaczanej

Na polewę:
50 g czekolady (ja miałam w domu tylko gorzką, a wszystkie sklepy zamknięte...)
1 duża łyżka masła
3 łyżki cukru pudru
chlust wody różanej (lub kilka kropel olejku różanego)

Jogurty wylewam z kubeczków na sitko wyłożone gazą. Sitko to umieszczam na misce lub garnku i wstawiam do lodówki na całą noc. Rano wylewam wodę z miski i z radością zauważam, że na sitku znajduje się jogurtowy ser! Przystępuję do robienia "sernika".
Ciasteczka i masło wrzucam do malaksera, miksuję i masą tą wykładam dno tortownicy, które uprzednio wysmarowałam tłuszczem. Następnie do malaksera wrzucam jogurt, wsypuję cukier i mąkę oraz wbijam jajka i miskuję na gładką masę. Masę tę wylewam na ciasteczkowy spód. Piekę ten specyfik przez 2 godziny (właściwie 1 godz. 40 minut) w 150 stopniach.
Przygotowuję polewę. Wszystkie jej  składniki wrzucam do miski i roztapiam w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce na niskich obrotach. Polewam gotowe ciasto i podaję do popołudniowej herbatki wakacyjnej! 
A jednak są wakacje!
Smacznego życzy A.!


sobota, 14 lipca 2012

Idziemy na jagody!



Bezustannie usiłuję udowodnić sobie, że aktualnie trwają wakacje. Łatwo o tym zapomnieć podczas codziennego przeglądania ofert praktyk wakacyjnych, przeskakiwania kałuż wielkich jak Śniardwy i nieudolnych prób uchronienia nowego żakietu przed katastroficzną ulewą, podczas kiedy trzeba wstawać o 7 rano w celu odbycia stażu i podczas gdy wieczory poświęca się na martwienie się o temat pracy magisterskiej. W celu przypomnienia sobie i wszystkim  wokół mnie, którzy ciężko pracują zamiast się opalać, że jednak jest lato, pomyślałam, że warto upiec ciasto z jagodami. 



Przepis na ciasto z jagodami:
150 g cukru
150 g masła
150 g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
chlust mleka
skórka z 1 cytryny
sok z połowy cytryny
3/4 szklanki jagód
kilka listków mięty.
Masło utrzeć z cukrem, dodać mąkę z proszkiem i mleko oraz sok z cytryny. Dodać posiekane listki mięty i skórkę z cytryny. Delikatnie wymieszać z jagodami. Piec w 180 stopniach przez pół godziny.

Polewa serkowa:
250 g serka typu Filadelfia
3 łyżki cukru pudru
25g masła
Masło roztopić, wymieszać z serkiem i dodać cukier. Utrzeć i rozsmarować na ostudzonym cieście. Pozostawić ciasto w chłodnym miejscu na przynajmniej pół godziny.
Smacznego życzy A.!




Przepis dodaję do akcji:


oraz

piątek, 4 maja 2012

Wielka majówka

Zdjęcia ciasta dzisiaj są nie najlepszej jakości, bo tato zabrał mi aparat (właściwie to jest jego aparat) i pojechał do Chorwacji. Z Chorwacji właśnie dzisiaj powinni też wracać M. i K. My z J. siedzimy w domu i  ze smutkiem w oczach oczekujemy lata. Przyklejamy nosy do szyby i ocieramy łzy. A więc - wielka majówka!
U mnie brak podróży, ale za to ten 10-dniowy weekend mija mi w dwukierunkowym nastroju. Kierunek Chorwacji, kontra kierunek "podróż wewnętrzna", performatyka mody kontra historia prawa, prażące słońce kontra ulewne deszcze i w końcu rabarbar kontra truskawki. Pogodzone w majowym cieście!


A oto i przepis (z majowej KUCHNI:)

500 g rabarbaru
1 szklanka cukru
18 g żelatyny w proszku
2 szklanki oczyszczonych i pokrojonych truskawek
Sok z ½  cytryny
2 szklanki pokruszonych herbatników
6 łyżek stopionego masła
1 szklanka śmietanki 30 %
Rabarbar pokroić i zasypać cukrem w rondlu. wlać 1/4 szklanki wody i zagotować. Mieszając dusić przez około 10 minut. Zmiksować tę masę. Truskawki rozgnieść widelcem. W garnuszku zagotować około 1/2 szklanki wody. Kiedy zacznie wrzeć, zdjąć z ognia i dodać żelatynę. Dodać wodę z żelatyną do truskawek. Połączyć z masą rabarbarową. wstawić do lodówki na około 2-3 godziny. 
pokruszyć ciasteczka w malakserze, dodać masło. Wyłożyć tę masę na formę do tarty, piec przez około 15 minut w 180 stopniach. Ostudzić.
Po wyjęciu z lodówki masy truskawkowo- rabarbarowej, ubić śmietankę i delikatnie połączyć z masą. Rozsmarować na ciasteczkowym spodzie. Przed zjedzeniem wstawić do lodówki na kolejne 2-3 godziny.
Smacznego życzy A.! 
(PS. Przepis dodaję do rabarbarowej akcji!)

środa, 11 kwietnia 2012

Święta, święta i po świętach...


A więc to już koniec. Tyle sprzątania, gotowania, pieczenia i czekania i już po wszystkim. Najedzona i zupełnie wykończona trzydniowym nicnerobieniem zaczynam myśleć o powrocie do Krakowa, do studiowania i gotowania codziennych, nieświątecznych obiadów... Ale jeszcze dzisiaj siedzę spokojnie w domu, zjadam ostatnie kawałki mazurka i, tak jak Ania ze Strawberries from Poland spędzam święta na czytaniu. Przywiozłam ze sobą kilka książek, mając nadzieję, że nadrobię braki w lekturze z ostatnich kilku miesięcy, ale i tak najbardziej pociąga mnie książka, którą przywiozłam ze sobą jako prezent świąteczny dla mamy. Dwaj łakomi Włosi to pięknie wydany album o kuchni włoskiej. Świetne zdjęcia, ciekawie teksty (nie tylko o jedzeniu, ale też o samych Włoszech) i przede wszystkim dwaj weseli starsi panowie - uśmiechnięci przewodnicy po kulinarnej Italii sprawiają, że bardzo nie chcę się z tą książką rozstawać... No, muszę przyznać, że robię dobre prezenty:)




 Nie dodaję dzisiaj przepisu na mazurek kajmakowy, bo już zrobiłam to w zeszłym roku. Ale pewnym dodatkiem może tu być przepis na kandyzowane cytryny, którymi można świetnie przyozdobić różne ciasta, nie tylko wielkanocne.


sobota, 7 kwietnia 2012

Babka Wielkanocna



 Na Boże Narodzenie nie było śniegu, na Wielkanoc jest zimno i pada deszcz... Nic to! Trzeba się cieszyć. Udając, że wcale nam taka pogoda nie przeszkadza wybieramy się na świąteczny spacer, w całym domu pełno jest słonecznie żółtych narcyzów, a na wielkanocne śniadanie przygotowuję babkę cytrynową, sernik o cytrynowym aromacie i mazurek dekorowany cytrynami w karmelu. (Cytryny kojarzą mi się z wiosną i słońcem:)) O mazurku i serniku już tu pisałam, więc dzisiaj będzie o babce.
Powinnam napisać, że jest to legendarna babka cytrynowa mojej babci, ale w tym roku nie mogłam znaleźć archiwalnego przepisu, zakopanego gdzieś pośród tysiąca przepisów wyciętych z gazet i świstków papieru z notatkami. Wobec tego, zrozpaczona, że nie mogę zrobić tradycyjnej babki skorzystałam z przepisu z książki Anieli Rubinstein Kuchnia Neli. Składniki były te same, co w naszym rodzinnym przepisie, być może różne były proporcje, bo babka wyszło nieco inna. Ale i tak smaczna!

Przepis na babkę cytrynową Neli Rubinstein, ale w wykonaniu na podstawie nauk babci Marylki:
7 łyżek stołowych miękkiego masła
170g cukru
170g mąki
1,25 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki stołowe mleka
skórka z 2 cytryn
sok z 1 cytryny
2 jajka 
szczypta soli
Lukier cytrynowy:
sok z 1 cytryny
cukier puder

Masło ucieram z cukrem. Dodaję mleko, jajka i sok z cytryny. Mieszam. Dodaję mąkę z proszkiem do pieczenia i skórkę cytrynową i szczyptę soli. Przekładam średnio płynną masę do natłuszczonej keksówki. 
Przepis podaje 45 minut jako czas pieczenia. Polecam jednak piec około 55 minut. I ewentualnie przykryć ciasto folią aluminiową, bo szybko się zarumienia. Kiedy ciasto wystygnie polewam je lukrem. Lukier robię mieszając sok z cytryny z taką ilością cukru pudru, który pozwoli na uzyskanie dość gęstego płynu.

Smacznego i Wesołych Świąt życzy A.!!!!!!!!


środa, 7 marca 2012

je n'ai pas oublié!

Chyba prawie każdy kto mnie zna, wie, że uwielbiam wspominać (jak babunia starowinka) oraz,  że do wspomnień mam świetną pamięć. Z dzieciństwa pamiętam wiele zapachów: jabłek w sadzie wujka, świeżo skoszonej trawy, a także kory brzóz, do których podobno zdrowo jest się przytulić. Pamiętam też wiele smaków: mleka prosto od krowy, chleba z wiejskim masłem, pomidorowej z ryżem, która była ulubioną zupą każdego dziecka w mojej klasie oraz wuzetki, którą zabraliśmy kiedyś na niedzielny spacer. Przez ostatnie tygodnie chodził za mną natomiast smak murzynka. Napisałam więc smsa do Babci (czego na pewno nie robiłam w dzieciństwie) z prośbą o przepis na to ciasto. Bardzo ważne było jednak, by był to przepis z mojego dzieciństwa. Szczęśliwie udało się go odtworzyć.

Niezbędne składniki to:
  • kostka masła
  • 1,5 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki wody
  • 3 łyżki kakao
  • 1 cukier waniliowy
  • 4 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia



Masło, cukier, cukier waniliowy i kakao należy rozpuścić w wodzie i odczekać, aż wszystko się zagotuje. Następnie odlać pół szklanki, a resztę ostudzić. Do tego po ostygnięciu trzeba dodać resztę składników (z tym, że jajka pojedynczo) i wymieszać. Piec około 60 minut w temperaturze odpowiedniej do piekarnika. Mój ma w zwyczaju wszystko palić, więc ustawiłam go na 170 stopni. Po wyjęciu, gdy ciasto trochę przestygnie należy nakłuć je widelcem i polać pozostałą czekoladową polewą. Ja na prośbę K. do ciasta dodałam jeszcze 3/4 pokrojonej w kostkę tabliczki mlecznej czekolady, po ostygnięciu ciasta kosteczki też zastygają.
Ci którzy mnie znają pewnie wiedzą jaka dumna jestem, iż z tego ciasta nie wyszedł specjał mojej kuchni, czyli zakalec :)
Ośmielę się więc powiedzieć, że to idealny przepis dla tych, którzy z ciastami są nieco na bakier.
Smacznego życzy M.


wtorek, 31 stycznia 2012

Herbatka u Szalonego Kapelusznika


 Nie wiem już sama - czy mamy zimę, czy wiosnę. Od kilku dni jest przeokropnie zimno, co dość mocno doskwiera J. Ale też, przynajmniej u mnie, świeci wiosenne słońce. Poza tym niby jest sesja, a ja przyjechałam do domu i udaję, że się uczę. Wczoraj wieczorem obejrzałam po raz kolejny Alicję w Krainie Czarów Tima Burtona i jak zwykle po tym filmie zapragnęłam zostać zaproszona na na szaloną i jakże stylową popołudniową herbatkę wraz z Szalonym Kapelusznikiem i Marcowym Zającem. Zajęłam się więc przygotowaniem ciasta, które mogłabym im zaproponować, a także wierzeniem w co najmniej sześć niemożliwych rzeczy jeszcze przed śniadaniem. A jest tych rzeczy kilka, bo mam dużo planów na nowy rok.


Przepis na ciasto cytrynowe:
150 g cukru
150 g mąki
150 g masła
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
ok. 100 g migdałów w słupkach
ok. 100 g gorzkiej czekolady
1 cytryna
2 jajka
chlust mleka

Migdały prażę na złoto na suchej patelni, łączę z cukrem i mąką oraz proszkiem do pieczenia. Dodaję do tej mieszanki posiekaną czekoladę i skórkę z cytryny. Masło roztapiam, czekam chwilę aż ostygnie, dodaję do niego mleko, jajka i sok z cytryny. Mieszam i łączę z suchymi składnikami. Wlewam do tortownicy i piekę przez ok. 30 minut w 180 stopniach. Kiedy zaś ciasto ostygnie dekoruję je polewą serkową.


Polewa serkowa:
200 g białego serka do smarowania
3 duże, czubate łyżki masła
cukier do smaku
Masło roztapiam z cukrem, łączę z serkiem i rozsmarowuję na cieście.
Masa zastygnie po kilu godzinach.

Smacznego życzy A.!

sobota, 9 lipca 2011

Kanikuła

Jest kilka powodów, dla których zamieszczamy dziś zdjęcia nie do końca idealne, bo zrobione... komórą(!):
Jest lato i są wakacje, więc przybyłam do domu. A tu - upał i skwar. Leżąc na tarasie nadrabiam zaległości w lekturach i doznaję eudajmonii. Tu również odwiedziły mnie moje kuleżanki. Przyjechały z Krakowa, który wydaje się teraz tylko odległym wspomnieniem... Zażywamy kąpieli w akwenach wodnych, szaleńczo się opalamy i cieszymy się wszystkim jak głupie. Aż tu nagle przyszła nam ochota na przygotowanie jakiegoś ciasta. Wybór padł na ciasto pomysłu Nigelli - szybkie w wykonaniu, pyszne i orzeźwiające. Idealne na upał.


Oto przepis:

W malakserze rozdrabniamy ciasteczka maślane (ok 200 g) z odrobiną masła. Kiedy będą miały konsystencję mokrego piasku, wkładamy je do formy na tartę. W misce mieszamy 500 g serka mascarpone z ok 1/4 słoiczka lemon curd (z Marcsa & Spencersa). Tę masę wykładamy też do formy. Ciasto schładzamy ponad godzinę w lodówce i dekorujemy owocami, np. malinami, jagodami i porzeczkami.

Niech żyje lato!

Smacznego życzy A! oraz Ania i Agata